Na szczęście niedługo po ostatnich dywagacjach o “filozofii lakieru” do okien zapukało wiosenne słońce i można wreszcie wypucować nasze ukochane auto! Poniżej opis przykładowego mycia i pielęgnacji lakieru krok po kroku wraz z przydatnymi radami – zapraszam.

(mycie zostało przeprowadzone w 2-miejscowym garażu)

1. Z uwagi na możliwości logistyczne jedziemy na ręczną myjnię typu Karcher – może być samoobsługowa lub taka, gdzie samochód myją pracownicy. Po pierwszym spłukaniu wyciągamy własną rękawicę i szampon (mina pracownika odesłanego na chwilę relaksu lub papierosa bezcenna). Darujemy sobie wszelkie dodatki typu hydrowosk oraz zabiegi wewnątrz auta. Teoretycznie samochód wygląda na czysty:

 

 

 

Teoria daleka jest jednak od praktyki, zarówno w kwestii stanu lakieru, jego zanieczyszczeń oraz wnętrza auta:

 

 

 

 

Nawet najbardziej ekskluzywne wykończenie czy dodatki bardziej rażą niż dodają prestiżu, gdy są zniszczone – pamiętajmy, że w znakomitej większości przypadków istnieją (niedrogie) sposoby na zniwelowanie takich zaniedbań.

2. Zaopatrujemy się w stos różnego rodzaju zmywaków (kuchenne gąbki do naczyń, 10-pak), szmatek bawełnianych (ścierki do zlewozmywaka lub koszulki o niskiej gramaturze), mikrofibry (cienka i gruba, różne wymiary, co najmniej kilkanaście sztuk), ręczników frotte. Warto zainwestować w kilka sztuk Meguiar’s Soft Foam i Even-Coat. Autorowi niestety wszelkie szmatki “wyszły” na finiszu i ostatnią warstwę Gold Class polerował pół nago własną koszulką w nieogrzewanym garażu o 23. Aplikatory dość szybko łapią wilgoć oraz nadmiar preparatu – szczególnie, gdy “uczymy się” nakładania lub nasze auto magazynuje wodę w klamkach lub uszczelkach – więc jeden nie starczy na całą karoserię. Szkoda zepsuć cały efekt przez taki drobiazg, a ze smugami nie wygramy zużytymi aplikatorami.

3. Przystępujemy do kolejnych etapów pielęgnacji auta. W opisie skupię się na lakierze i drobiazgach, odsyłam również do tekstu poświęconego czyszczeniu skórzanej tapicerki. Zanim oczyściłem lakier za pomocą glinki, zająłem się pielęgnacją felg aluminiowych. Wiem, wiem, szczególnie te naście ramion wygląda przerażająco, ale idzie całkiem gładko. Spryskujemy felgę Quick Detailerem, “szorujemy” paskiem glinki, ugniatamy go i kontynuujemy do momentu, aż cała będzie brudna. Kropki asfaltu schodzą fenomenalnie. Możemy podzielić felgę – najpierw “środek”, potem obręcz, płaska część ramion i ich zagłębienia. Ponieważ swoje obręcze odebrałem niedawno z renowacji, od razu przystąpiłem do nałożenia wosku. Warto zastanowić się nad wytrzymałością termiczną preparatu, ponieważ będzie on poddawany działaniom wysokich temperatur podczas hamowania – ja zdecydowałem się na Turtle Nano, żeby go po prostu szybciej zużyć ;-) Brud i kropelki wody łatwiej będą spływać przez jakiś czas podczas mycia, felgom nie grozi też powierzchowna korozja. Na deser nakładamy dressing na oponę. Pamiętajmy, że musi być czysta, a starych zużytych opon czernidło trzyma się bardzo słabo.

 

 


PS. Tak, ta obleśna piąta nakrętka jest do wymiany.

 

Przystępujemy do oczyszczania lakieru. Na początek dwie rady: pierwsze 2-3 elementy karoserii lepiej zrobić w całości aż do woskowania (Step 1, 2 i wosk), żeby opanować sztukę, posługiwanie się aplikatorami, czas itp. Druga rada: zamiast inwestycji w zestaw Meguiar’s za 79,99 zł lepiej kupić ogromną kostkę glinki za 190 zł w autokosmetyki.pl, a jako lubrykantu używać wody z szamponem. W przypadku dużego samochodu oraz początkowego braku doświadczenia jedna kostka glinki może nie starczyć. Mnie niestety zabrakło na tylne słupki oraz progi – różnica w gładkości lakieru nawet po woskowaniu jest znaczna! Zamawianie zaś sztuka po sztuce jest mało wygodne.

Atomizer w opakowaniu Quik Detailer’a pozwala na precyzyjne dozowanie – najlepiej delikatnie naciskać spust pistoletu, ciągnąć po elemencie karoserii 2-3 poziome warstwy oraz wspomagać poślizg miejscowo. W razie pryśnięcia na szybę lub uszczelkę nie bójmy się, preparat jest bezpieczny dla innych tworzyw niż blacha. Gdyby nasza kobieta miała pretensje o siedzenie w garażu, dajcie Jej powąchać Quik Detailer i powiedzcie, że jesteście z Nią myślami w kuchni – przecież pachnie jak proszek do pieczenia ;-) Z glinki formujemy krążki i dociskamy opuszkami palców, prowadząc ją kolistymi ruchami kilkakrotnie po każdym fragmencie. Potrzebne jest dobre światło, by dostrzec każdą kropkę drogowego brudu. Polecam również użycie glinki do wewnętrznych zagięć nadkoli – tam dopiero pokazuje, co potrafi. Resztki Quick Detailera wycieramy ręcznikiem lub mikrofibrą. Lakier staje się gładki i przejrzysty.


(niestety samochód jest niedomyty, biała perła nie wybacza najmniejszego zabrudzenia i nie odwdzięcza się połyskiem ;-)

4. Następnie nakładamy Deep Crystal Step 1 (środek lekkościerny), ścieramy od razu i tak samo robimy z Deep Crystal Step 2 – później lakier jest już gotowy do nałożenia wosku. Tutaj chciałbym podkreślić, że obydwa preparaty są bardzo dopracowane pod kątem łatwości aplikacji oraz ewentualnego usuwania z innych tworzyw. Należy równomiernie i dokładnie je wcierać, ponieważ są bardzo subtelne w działaniu. Dzięki temu nie da się nimi “zepsuć” lakieru. Teraz staje się on jeszcze bardziej gładki oraz przejrzysty, a co najważniejsze – pozbawiony utelnionej warstwy i odpowiednio odżywiony politurą.

 

Deep Crystal Step 1 nie da się porównać do najtańszych past lekkościernych po kilka złotych, które są znacznie bardziej agresywne, lecz także niekontrolowane w działaniu oraz ewentualnych odbarwieniach. Polecam je raczej do miejscowego spolerowania, np. w przypadku zaprawki. Ciężko mi oceniać inne lakiery (barwy), ale na białej perle najlepiej z płytkimi, odznaczającymi się rysami poradził sobie Scratch-X. Właścicielom kilku-kilkunastoletnich samochodów polecam zastąpienie DC1 właśnie tym środkiem i aplikację na cały samochód. Uprzedzam jednak, że jest on również delikatny w działaniu i wymaga intensywnego wcierania (dla leniwych – polerka mechaniczna). Z rysami radzi sobie jednak świetnie:

 


I to samo miejsce kilka ruchów szmatką później

5. Czas na deser dla łakomczuchów, którzy musieli przebrnąć przez cały obiad tylko dla ulubionego ciasta – woskowanie! Na Millenię nałożyłem po jednej warstwie NXT i Gold Class. Mimo że obydwa woski pochodzą z syntetycznej “półki”, chciałem porównać łatwość aplikacji oraz lepiej zabezpieczyć lakier. Żałuję tylko, że nie nawoskowałem dwóch połówek jednego elementu różnymi woskami i nie porównałem blasku. W tym momencie wyłamię się jednak z zachwytów nad NXT – moim zdaniem Gold Class nakłada się dużo łatwiej, jeszcze łatwiej ściąga i pozostawia on równie bajeczny połysk oraz gładkość lakieru. Plus za miły zapach :-)

Przestrzegam również przed lekkomyślnym nakładaniem zbyt dużych ilości preparatu. Wydaje się nam, że w praktyce szybciej jest sięgać co chwila do puszki niż rozcierać wosk na drzwiach, jednak tak naprawdę niepotrzebnie go marnujemy, a przede wszystkim nastręczamy sobie mnóstwo roboty przy polerowaniu… Ba, w przypadku NXT to już przechodzi w zdzieranie warstwy wosku (może dlatego się do niego zraziłem ;-) Przy okazji możemy zahaczyć o szklane klosze reflektorów – podpatrzone na filmie instruktażowym Swisswax – naprawdę fajnie się prezentuje dla wprawnego oka. Na koniec akapitu podkreślam, że najlepiej uzupełnić wosk syntetyczny naturalnym z Carnaubą.

 

Chwilę przed woskowaniem możemy zrobić porządek z wszelkimi ozdobami chromowanymi na karoserii naszego auta: emblematami, grillem, listwami wokół szyb, klamek, zderzaków, wreszcie końcówkami rury wydechowej. Meguiar’s ma w swojej ofercie specjalny preparat, chociaż ja polecam pastę Autosol za 12 zł – ładnie radzi sobie nawet z gąszczem rys i zmatowiałą powierzchnią. Górna listwa jest już po delikatnym odświeżeniu, dolna jeszcze przed zabiegiem. Resztki wosku z tworzyw sztucznych i szkła usuwamy (najlepiej od razu) czystą szmatką lub szczoteczką do zębów.

 

6. Czyszczenie wnętrza, poza praniem tapicerki, opiera się na jednym preparacie – piance do komputerowych plastików. Nie spotkałem jeszcze preparatu tak wszechstronnego i skutecznie radzącego sobie z osadem “wbitym” w fakturę tworzyw sztucznych i skóry. Do tego łapiemy bawełnianą szmatkę oraz mikrofibrę do polerowania, a ostatecznie uzyskana powierzchnia dzięki piance pozostaje matowa. Plamy na jasnych tworzywach oraz rysy na pseudodrewnianych lub aluminiowych okładzinach warto potraktować Plast-X - mimo przeznaczenia do plastików klarownych, ten łagodny produkt zauważalnie odświeża koloryt oraz usuwa rysy i przebarwienia. Pasy bezpieczeństwa zwiną się dużo łatwiej po potraktowaniu ciepłą wodą z mydłem. O praniu tapicerki już pisałem, do zabrudzeń na wykładzinie podłogi polecam kilkucentymetrową szczotkę łazienkową.

Efekt (przepraszam za brak dobrego oświetlenia i zdjęcia nie oddające tej głębi blasku oraz… gładkości :-)